Nie trzeba mieć szklarni czy ogrodu zimowego, aby cieszyć się w zimie widokiem kwitnącej róży ‘Marechal Niel’, popularnie zwanej w Polsce Marszanilą. Jak To zrobić? Opowiada Pan Tadeusz Kurek.
„Uprawiając i przyspieszając kwitnienie Marszanili w doniczce – robiłem to tak, jak robił to mój Ojciec z Marszanilą rosnącą w gruncie w szklarni. Pamiętam to tak, jak by to było wczoraj, a polegało to na tym, że już we wrześniu Marszanilę zasuszał, a pobudzał ją do życia z końcem października. W ten sposób róża kwitła już na Boże Narodzenie.
Ja swoich Marszanilek nie wysadzałem latem do gruntu, tylko w okresie późnej jesieni (wrzesień – październik) zasuszałem. Całe lato spędzały w tych samych pojemnikach, a jeżeli chodzi o nawożenie, to używałem długo działający nawóz Osmocote.




Pan Tadeusz Kurek dalej wyjaśnia: „Z uwagi na fakt, że w styczniu 2024 roku nie mogłem Marszanili doglądać na codzień, oddałem ją pod opiekę do Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego i tam były zrobione dwa kolejne zdjęcia.”


Uprawiając Marszanilę w doniczce kierowałem się opisem zawartym w komentarzu 13-tym do artykułu „Uprawa róż w pojemnikach” na blogu Pana Sołtysa „Moje róże moja pasja” – pisze Pan Tadeusz Kurek.
“Róża ‘La France’ w doniczce i w gruncie”, dwutygodnik “Ogrodnik Polski” z 1895 r. R.17, nr 18
(pisownia oryginalna, dokonano skrótu)
……. niemało pięknych róż przybywa do nas jeszcze z cieplejszych krajów, wiele pędzą w spacyalnie zbudowanych cieplarniach ale i na wsi przy staranności i dbałości można otrzymać w zimie piękne kwiaty róży, które na zapusty mogą ozdobić niejedną tualetę mieszkanek wsi pragnących się zastosować do tej wdzięcznej mody.
(W odsyłaczu autorka pisze: “Na dowód tego mogę przytoczyć, że bawiąc przed kilkoma laty w Ciechanowskiem zauważyłam w okienkach chłopskich chałup róże kwitnące w zimie. Właściciel majątku, wielki lubownik kwiatów objaśnił mnie, że to są sadzonki otrzymane od niego i zakorzenione w doniczkach pod szklankami.”)
Jedną z róż, najbardziej nadających się do pędzenia, jest jedna z starszych i znanych odmian “La France”, która starannie zasilana i odpowiednio cięta, daje od połowy stycznia do końca maja, prawie bez przerwy, kwiaty zwykle większe i piękniejsze od letnich. Czyż potrzeba szczegółowiej opisywać tę odmianę? któż nie zna jej srebrzysto różowych płatków, których zewnętrzna strona mocniejszym cieniem się odznacza? któż nie widział i nie podziwiał jej pięknego układu, lekkości odwiniętych listków i niepospolitej wielkości? Dla otrzymania tych kwiatów nie koniecznie potrzebną jest cieplarnia, owszem, równie pięknie mogą się one rozwinąć przy słonecznym oknie południowego pokoju.
Do pędzenia w zimie, nadają się najlepiej róże krzaczaste, otrzymane ze szczepienia lub z sadzonek, szczepione rozwijają się nieco wcześniej i bogaciej kwitną. Gdy nadejdzie pora zwykłego zaopatrywania róż na zimę, wyjmujemy takowe starannie z gruntu, i sadzimy w odpowiednio dużych wazonach lub kubełkach drewnianych, unikając obcinania lub nadłamywania korzeni. Posadziwszy, przycinamy krzaczek w ten sposób: że silne pędy skracamy aż do 3-4 oczek, słabsze do jednego lub dwóch, wreszcie najcieńsze wycina się zupełnie; po przesadzeniu polewa się różę jednorazowo bardzo silnie dla zaszlamowania, potem parokrotnie w odstępach kilkodniowych coraz słabiej, wreszcie po upływie dwóch tygodni zaprzestajemy zupełnie podlewania i pozostawiamy różę w spokoju, bądź w piwnicy, bądź w chłodnym pokoju.
Przez następny miesiąc opieka nasza ogranicza się na zaglądaniu od czasu do czasu do naszych róż, dla przekonania się czy pędy się nie kurczą; gdyby to miało miejsce, należałoby różę podlać, w ogóle jednak lepiej być oszczędnym z wodą, aby róże miały czas wypocząć i zebrać siły potrzebne do przyśpieszonego kwitnienia.
W czasie tego wypoczynku, róże powinny zrzucić wszystkie liście; możemy im w tem dopomódz obcinając po kilka liści codzień, lecz w żadnym razie obłamywać ich nie należy. Silne róże odmiany “La France”, po miesiącu, a najdalej po 6-u tygodniach są już zdatne do pędzenia.
Oczka ich już pod koniec grudnia zaczynają nabrzmiewać; gdy to nastąpi, przenosimy róże do cieplejszego pokoju, stawiamy je przy samem oknie w jak najlepszem świetle, ziemię w doniczkach nakrywamy cienką warstwą świeżego nawozu obornika i podlewamy doniczki najprzód potrochu wystałą w pokoju miękką wodą, potem coraz częściej i obficiej w miarę wysychania ziemi, a wreszcie gdy się ukażą pączki, stawiamy donice na podstawkach i podlewamy codziennie. Ponieważ nawóz którym nakryta jest ziemia po 10 dniach zwykle twardnieje i zsycha się, trzeba go więc za pomocą patyczka lub pazurków żelaznych starannie rozkruszyć, aby ziemia pod nim nie zakwaśniała, przy czem miesza się go z wierznią warstwą ziemi, uważając, aby korzeni nie nadwerężyć. Obłożenie nawozem można z dobrym skutkiem dwa lub trzy razy w ciągu zimy powtórzyć; zalecam tu obornik, a nie nawozy sztuczne, gdyż piszę specyalnie dla mieszkańców wsi, a tam zawsze z łatwością można mieć obornik.
U mnie “La France” w ten sposób traktowana, zakwita z łatwością w końcu stycznia; z początku ukazują się kwiaty pojedyńczo, już w lutym rozwija się na krzaku jednocześnie parę, a w kwietniu i maju krzaki różane wyglądają jak bukiety najpiękniej rozwiniętych i wykształconych kwiatów, pysznie odbijających od ciemnej zieleni błyszczących i bujnych liści.
Z kwiatów tych, z dodatkiem kilku gałązek paproci, można ułożyć prześliczne wiązanki, ładnie też przedstawiają się na palmowym wachlarzu, szczególniej w połączeniu z wdzięcznymi serduszkami Dielytry, którą też z powodzeniem w zimie pędziłam bez żadnego kłopotu, oprócz posadzenia w doniczce i umiarkowanego podlewania.
W drugiej połowie maja zimowe kwitnienie możemy uważać jako ukończone; gdyby róże miały jeszcze pączki, co zwykle ma miejsce, trzeba je obciąć, przystępując do wiosennego cięcia, które powinno być równie staranne jak zimowe; róże przycięte umieszczamy razem z doniczkami w cienistem miejscu w ogrodzie, gdzie zwolna przyzwyczajają się do silnego światła, którego przy najlepszych nawet warunkach w pokoju mieć nie mogły. W pierwszych dniach czerwca można już zwykle do gruntu je przesadzić. Wybieramy na tę czynność dzień pochmurny i umieszczamy róże wyjęte z doniczek na zagonie lub kląbiku z dobrą pulchną ziemią; pożądane jest aby wybrane zostało miejsce, na którem przez kilka lat róż nie było, gdyby zaś z pewnych względów trzeba było sadzić róże po różach, cała ziemia powinna być zastąpiona świeżą.
Nasze róże zwykle szybko się zakorzeniają w gruncie, dobrze jest jednak dla wzmocnienia ich przez jakiś czas nie dopuszczać do zakwitnięcia, w tym celu aż do końca lipca trzeba wyłamywać pączki, skoro się tylko pokażą.
Gdy róże okryją się bujnemi liśćmi, trzeba je zacząć nawozić, aby odzyskały kompletnie siły stracone w czasie zimowego pędzenia.
U mnie wszystkie róże dostają następujący zasiłek: jednego tygodnia mydliny, drugiego przefermentowana gnojówka, rozrzedzona wodą, trzeciego krew bydlęca, którą sprowadzam z sąsiedniego miasteczka (1 część krwi na 50 części wody), wreszcie dwa razy w ciągu lata róże otrzymują ściółkę, czyli wyłożenie ziemi świeżym obornikiem, który się po zeschnięciu rozdrabnia za pomocą motyczki i łączy z ziemią, tworząc warstwę pulchną i pożywną. Ściółka jest nieocenioną szczególniej w latach suchych i upalnych jak tegoroczne, gdyż zapobiega zbytniemu wyschnięciu ziemi.
Nawożenie rozpoczyna się zwykle w połowie lipca, a kończy 1 września, w ten sposób każdy z nawozów płynnych dwa razy jest dany.
Pędy uzyskane z wiosennego cięcia nadają się doskonale do rozmnożenia róż. Gałązki te pocięte na trzy lub 4 oczka posadzone w piasku w ciepłym inspekcie i zacienione, zakorzeniają się wkrótce i tejże jesieni nieraz okrywają się pączkami, które jednak lepiej usunąć, aby następnego roku otrzymać piękne krzaki, zdatne do pędzenia.
Oprócz róży “La France”, która w doniczce jak to już wspominałam rozwija piękniejsze jeszcze kwiaty, niż w gruncie i kwitnie tak długo, że przewyższa w tym względzie róże miesięczne, nadają się jeszcze do pędzenia w pokoju następujące róże: Duchesse Marie Salviati, M-lle Francisca Kruger, Homere, Marechal Niel, Niphetos (która w gruncie rzadko przetrzymuje zimę, a w doniczce doskonale), Souvenir de la Malmaison, śliczna róża mchowa Eugenie Guinoisseau, Gloire de Dijon, Souvenir d’un Ami, Jules Margottin, Mistress Bosanquet, Anna Alexieef, – wreszcie wiele innych powtarzających róż krzaczastych może kwitnąć w zimie w pokoju, trzeba tylko wybrać do pędzenia młode, a silne egzemplarze.
M. Karczewska
Pan Tadeusz Kurek dalej opowiada: „Niestety, Marszanila z Ogrodu Botanicznego już do mnie nie wróciła i dlatego zdjęcia z 2026 roku przedstawiają już inną Marszanilę prowadzoną identycznie, ale bez przyspieszania kwitnienia na Boże Narodzenie.
Poniżej zdjęcia róży, która zakwitła w marcu 2026r..



Tekst źródłowy czytaj https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/162556/edition/177860/content




Wielkość donicy
Róże Pan Tadeusz Kurek z powodzeniem uprawia w takich samych 10-cio litrowych pojemnikach, co daje nadzieję na sukces tym, którzy nie mają miejsca na duże donice 60, 90 litrowe.
„Jedyne zabiegi to: co roku zgarniałem wierzchnią warstwę ziemi, rozsypywałem stosowną ilość nawozu Osmocote, który zasypywałem świeżą ziemią. W ten sam sposób mój Ojciec postępował z bardzo dużą kamelią.
Gdybym przesadzał je w coraz większe donice, to w którymś momencie bym ich nie udźwignął, a co najważniejsze, nie mógłbym ich przestawiać w różne miejsca, w których chciałbym je w danej chwili widzieć.”






Podlewanie
Jak Podlewać? Pan Tadeusz Kurek odpowiada: „Najzwyczajniej w świecie. Cały czas kręcę się w pobliżu tych róż i jak widzę, że w doniczce sucho to podlewam. Tak, jak mnie uczył mój Ojciec – „na podlewanie nie ma przepisu, po prostu trzeba uwzględnić potrzeby rośliny i aktualne warunki w jakich ta roślina przebywa.”
Opis ogrodu w Kudrynkach cz.1 – czytaj
Opis ogrodu w Kudrynkach cz.2 – czytaj
PTR